O tym jak zagiąć czasoprzestrzeń w Disneylandzie i co ominąć szerokim łukiem !

Opublikowano

Słów kilka dzisiaj o tym, jak zagiąć czasoprzestrzeń. W momencie, w który goni nas mocno czas jest to naprawdę na miarę złota! Niestety zdjęć map, które dostępne od ręki są na wejściu parku nie zrobiłam. Natomiast są i są bardzo pomocne w planowaniu trasy. Sama natomiast mało z nich korzystałam, bo w 90% opierałam się na aplikacji mobilnej Disneyland, którą ściągnęłam sobie jeszcze w domu. I tę opcję polecam każdemu! Szybko, łatwo i z w miarę precyzyjną informacją o czasie oczekiwania ogarniemy temat zwiedzania na cały dzień. Aplikacja jest niesamowicie łatwa z korzystania a przy tym naprawdę pomocna. Ocenicie zresztą sami temat, jeśli przyjdzie Wam z niej skorzystać 🙂

 

Jak oszukać przeznaczenie, a przynajmniej próbować oszukać kolejki ?

Najprostszy i najbardziej popularny sposób to FastPass. Nie każda atrakcja posiada tę opcję, jednak znajdziecie ją we wszystkich najbardziej obleganych pkt i w tych w których kolejki sięgają 40 min oczekiwania i więcej. Opcja fajna, ponieważ otrzymujecie przedział czasowy 30 min i w tym czasie musicie podejść do wybranej atrakcji. Z tym biletem nie obowiązuje Was kolejka i wchodzicie drugim „VIPowskim” wejściem. Skraca no naprawdę potężnie czas oczekiwania. Minus jest taki, że lepiej mądrze wybierać . My pierwszego Fast-a wzięliśmy o godz. 12.00 a czekać musieliśmy do 18.00 na swoją „kolej bez kolejki”, tym samym blokując sobie przez 6 godziny możliwość z korzystania z tej opcji przy innych atrakcjach. Mając tę wiedzę, na pewno rozegralibyśmy temat inaczej 🙂

Druga opcja na przechytrzenie innych, to wyjazd w grupie i korzystanie z atrakcji w grupie 😉 Osoba która nie przepada za rollercoasterami w tym czasie, gdy Wy czekacie 30 min na swoją kolej – ona „trzyma” kolejkę w innym pkt. U nas temat sprawdził się w drugim dniu zwiedzania, gdy jak się okazało park zamykany jest o godz. 18.00

Trzecią opcją są pojedyncze kolejki do atrakcji. Nie polecam dla rodzin i jeśli chodzi o rollercoastery dla spanikowanych kobieta, tak jak ja 🙂 Nidy nie wiadomo w tej kolejce obok kogo zostaniecie usadowieni. Opcja a jest po to, aby ograniczyć kolejki i nie zostawały wolne miejsca podczas jazdy. Niestety przy rodzinach opcja nie sprawdzi się kompletnie bo słabo, żeby mama jechała sama a dzieciaki 10 min później i też z obcymi ludźmi. Sprawdza się to natomiast perfect przy grupach nastolatków 😉

 

 

Co zwiedzamy KONIECZNIE  a co koniecznie omijamy?

DISNAYLAND

 

Discoveryland. Zaczęliśmy zwiedzanie od innej części ale logistycznie po małych przemyśleniach wróciliśmy tutaj i tu zaczęliśmy naszą przygodę z zabawą. 

  • Buzz Lightyear Laser Blast – w tym rejonie numer jeden. Strzelamy sobie jeżdżąc w fotelach laserowymi pistoletami do Zurga i jego pomocników. Fajna sprawa i klimat pierwsza klasa. Bawiliśmy się wyśmienicie 😉

  • Star Tours: The Adventures Continue: lecimy  statkiem a pełną animacją 3d. Spadamy, uderzamy w asteroidy i rozbijamy statek. Zarówno junior jak i my byliśmy zachwyceni pomimo mocnych turbulencji 🙂

  • Star Wars Hyperspace Mountain – o to junior był na nas mocno obrażony, ponieważ nie mogliśmy go tutaj zabrać. Wzrost niestety jeszcze mu na to nie pozwolił. Rollercoster jeden z fajniejszych na jakich byłam. Wyszłam wstrząśnięta, niemieszana ale nie żałuje. Warto było pokonać swój strach.
  • Autopia, Orbitron i Les Mysteres du Nautilus ominęliśmy. Ani juniora ni nas jakoś mocno temat nie zaciekawił.

 

Frontierland – koniecznie do obejrzenia. Nie można tematu przegapić 😉

  • Phantom Manor – zaczynamy zwiedzanie od zapadniecie się winda w podziemia. Następnie przesiadamy się w starszny fotel i lecimy zwiedzać najmroczniejszy zamek w okolicy. Dla nas mistrzostwo świata! Klimat nie z tej ziemi 🙂 Junior był zachwycony i przerażony. Zresztą podobnie jak my.

  • Big Thunder Mountain – właśnie na tę atrakcję kupiliśmy Fasta i czekaliśmy do 18.00, ale było warto. Tutaj junior wszedł z nami i ta atrakcja była dla niego jedną z najlepszych. Generalnie młody uwielbia rollercoastery i z wizyty na każdym (na który może wejść) ma radości co niemiara i zero stresu – w oróżnieniu ode mnie 🙁 Lecimy sobie pomiędzy górami z dość szybką prędkością. Klimat, zresztą co już standardowe tutaj – NIE DO OPISANIA! 

  • Pocahontas Indian Village i Disneyland Railroad Frontierland Depot – ponoć warto. Pierwsza atrakcja podczas naszej wizyty była zamknięta, na drugą niestety nie starczyło czasu.

 

Adventureland

  • Indiana Jones – ponoć super temat. My o nim zapomnieliśmy 🙁
  • La Cabone Robinson – tu naprawdę można się zgubić ewentualnie zgubić połowę osób z wycieczki 🙂
  • Adventure Isle – opcja do zagubienia rodziny i znajomych numer dwa. Masa zakamarków i ciasnych przejść w skałach, milion różnych wyjść. Naprawdę nie trudno tutaj zgubić męża i dziecko 🙂 Miejsce na które, trzeba poświęcić minimum godzinę. 
  • Pirate Galleon & Pirates’ Beach – tutaj można przepaść. Wychodzimy tutaj z Adventure Isle i dzieci przepadają. Wielki, ogromny statek piratów. Genialny z wyglądu. W dodatku piracki plac zabaw z którego naprawdę ciężko jest wyciągnąć dzieci. My tutaj dotarliśmy około godziny 17.00 a junior biegał jak szalony. Naprawdę bardzo, bardzo trudno było go z tego miejsca wyciągnąć. Gdyby tylko mógł, spędziłby tutaj pół dnia 😉

 

Parada!

  • Koniecznie i obowiązkowo czekamy na PARADĘ! Rzecz magiczna i niesamowita. Jarałam się tym bardziej niż junior 🙂 Wszyscy bohaterowie na „żywo”. Machają, tańczą, podbiegają, rozmawiają i zwyczajnie SĄ! Podesty na których się poruszają robią niesamowite wrażenie! Moim zdaniem pkt obowiązkowy. Jeśli przeoczycie, będzie później płakać w poduszkę! Atmosfera towarzysząca temu wydarzeniu to zwyczajnie MAGIA! Parada jest codziennie o 17.30 godz. Najlepiej zjawić się już pół godziny wcześniej przy głównej ulicy i zając sobie miejsce, ponieważ później będzie walka i przepychanki. My akurat mieliśmy lookum pierwsza klasa 🙂 Obejrzałam z pierwszego rzędu i szczerz nadal mi mało. Przeżycie na lata! PS. Ja się jarałam Daisy – a Daisy moją koszulką 😀

FantasyLand

Koniecznie zostawiamy na sam koniec!!! W innym wypadku przepadniemy i zapomnimy o reszcie! Dodatkowo tutaj wbrew pozorom można najbardziej odpocząć 😉

  • Sleeping Beuty Caste – bezdyskusyjnie numer jeden na tej mapie. Tu nawet nie muszę nic pisać. Sami widzicie. Zamek jest po prostu NIESAMOWITY !

  • Peter Pan’s Flight – lecimy sobie razem z Piotrusiem panem, który opowiada nam w skrócie swoją historię. Sam fakt „lotu” jest niesamowity! Dla mnie te ekspresowe historyjki to w Disneylandzie niesamowite przeżycie. To jak te miejsca są niesamowicie wykonane i jak zaskakują swoimi historiami naprawdę jest warte zachodu i godzinnej kolejki 🙂

  • Alice’s Curious Labyrinth, Meet Mickey Mouse, Casey Jr. , Le Pays des Contes de Fees – wszystkie miejsca były niestety zamknięte. Spóźniliśmy się nad czym bardzo ubolewam i nie ukrywam, że byłam bliska płaczu z rozżalenia 🙂
  • Dumbo the Flying Elephant, Le Carrousel de Lancelot – tutaj można sobie odpocząć po całym dniu bieganiny. Atrakcje dla najmłodszych, jednak warte zobaczenia.
  • Mad Hatter’s Tea Cups – wyszłam nieźle zakręcona. Nie mogłam złapać pionu 🙂
  • Princess Pavilion – ja chciałam skorzystać, panowie nie specjalnie. Summarum spóźniliśmy się i było już zamknięte
  • It’s small world – zostawiamy na sam koniec. Chwila relaksu i odpoczynku. płyniemy sobie mini łódeczkami i zwiedzamy cały świat w pigułce. Świat który ze swoją różnorodna kulturą jest naprawdę MAGICZNY !

Walt Disney Studios

Czyli to co potworki lubią najbardziej !!! Natomiast z tych złych informacji…park jest czynny do 18.00 tylko! Żeby wszystko zwiedzić trzeba naprawdę być od rana – w innym wypadku połowa atrakcji nam ominie. A litości nie ma. Dokładnie pkt 18.00 WSZYSTKO jest zamykane a zwiedzający grzecznie wypraszani. Większość atrakcji jest czynna do 18.00 ale połowa jest już zamykana o 17.30 Tego niestety nie wiedzieliśmy i ominęła nam jedna z najlepszych atrakcji, którą zostawiliśmy sobie na koniec.

  • Studio Tram Tour: Behind the Magic – coś co po prostu trzeba zobaczyć i nie ma innej opcji!! Szczerze sądziłam, że pkt nie wart naszej uwagi i kosmicznej kolejki. Poszłam, bo mąż „zmusił” 🙂 Po zakończeniu wiedziałam, że będę wspominać temat latami. Niepozorna kolejka, która wiezie nas przez magiczny obszar kręcenia Filmów i Bajek Disneya. Najbardziej kultowe miejsca i sceny możemy zobaczyć od zaplecza! Niczego nie spodziewający się turyści nagle wpadają i zostają zaklinowani w skałach tylko po to, aby po chwili poczuć na sobie wielki wybuch oraz zostać „zalanymi” przez obłędny i dziki wodospad! Zresztą jak widzicie niżej, Disney wybuchy akurat bardzo lubi 🙂 Zarówno ja jak i junior byliśmy blisko zawału serca!
  • The Twilight Zone Tower of Terror – miejsce PRZE KOZACKIE!! Od razu biegniemy i bierzemy FASTA! Kolejki tutaj są najdłuższe ale warte zachodu! Juniora wpuścili bez problemu. Klimat od środka tej wierzy i sam patent na „jazdę” nią + pojawiające się w 3d duchy wymiótł cały park! Starsze dziewczynki od juniora wymiękły i zawróciły. Miejsce największej grozy i największej jazdy!! Szczególnie gdy jedziemy na sam szczyt i widzimy z otwartego dachu cały park rozrywki tylko po to, aby po chwili spaść na sam dół! Hardcor!!! Nie tylko dla dzieci !!!

  • Art of Disney Animation – oglądamy jak powstają Bajki Disneya. Jeśli macie nadmiar czasu, można iść. Jeśli macie jego niedobór, warto wybrać inne atrakcję a o zostawić sobie na kolejną wizytę. Drugi raz odpuszczam temat.

  • Les Tapis Volantos – karuzela dla najmłodszych. Można, ale nie koniecznie 🙂
  • Crush’s Coaster – na tę atrakcję jestem śmiertelnie OBRAŻONA! Miała być czynna do 18.00 została zamknięta zaraz po 17.00 przez co nie udało nam się wejść. Ponoć obok wierzy to numer jeden jeśli chodzi o atrakcje w tym parku. Naprawdę żal i ból serca był przeogromny, okupiony nawet gorzkimi łzami 🙂

  • Cars Quatre Roues Rallye – fajny temat, wart zachodu. Nie wsiadamy po jedzeniu bo wykręci nas za wszystkie czasy.

  • Toy Soliders Parachute Drop – kolejny z obowiązkowych pkt programu. widzimy park z wysokości kilku pięter. Tylko kolejka zabójcza na 50 minut czekania.

  • Slinky Dog Zigzag – omijamy i szybciutko biegniemy na lepsze atrakcje.
  • RC Racer – trochę świadomie i trochę przeze mnie uciekł nam temat. Miejsce niby otwarte do 19.00 więc zostawiliśmy to na sam koniec, żeby jak się okazało na sam koniec jednak nie zostaliśmy wpuszczeni. Trochę żalu było bo atrakcja robiła wrażenie. Ja natomiast jestem z tych strachliwych i poniekąd się cieszyłam, że chłop nie mógł mnie tam jednak zabrać.
  • Rock’n’ Roller Coaster starring Aerosmith – chłop poszedł z kolegą. Ja zostałam z juniorem. Ponoć fajnie ale Star Wars Hyperspace jednak wygrało. Warto wejść, jednak można też ominąć jeśli brakuje czasu.
  • Meet Spider-Man – dla nas bezdyskusyjnie pkt obowiązkowy. Jako rodzice zapalonego fana Spider-Mana nie było szans, aby go nie poznać. Minusem jest okropna kolejka i okrutnie wysokie stawki za wywołanie zdjęcia. Stawki, które są wręcz śmieszne. Cennik z kosmosu.

  • Ratatouille: The Adventure – kąsek niesamowity! Coś bez czego to miejsce chyba by nie istniało. Dzierży plamę pierwszeństwa razem z wieżą strachu!!! Tu jest jedna z najdłuższych kolejek ever. Przygotujcie się 😉 Fantastycznie pokazane życie z punktu widzenia małego szczura. Dodatkowo wszystko pokazane w 3d z efektami specjalnymi jak woda, która chlapała na nas jako szampan z butelki! Kilkakrotnie można zejść na zawał serca, bojąc się że zaraz wypadniemy z wózka, który nas prowadził po ciasnych korytarzach! Miejsce MAGICZNE do bólu! Obowiązkowo do zobaczenia !

 

Nas zachwyciło totalnie studio! To tutaj dzieje się prawdziwa magia <3

 

 

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Udostępnij

2Komantarzy

  1. Ola mówi:

    Hej. Jaki budżet trzeba założyć, aby ” porządnie” zwiedzić Disneyland?

    1. Anna Sławeta mówi:

      Bilety to koszt około 1600zł za dwa – w zależności od ilości osób. Tutaj mówię o nas, czyli rodzinie 3 osobowej 😉
      I tutaj temat się zamyka. W środku nie ma już żadnych dodatkowych opłat, które pociągną Was po kieszeni. Ofc poza pamiątkami 🙂

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.