ZŁOBEk vs BABCIA vs OPIEKUNKA

Opublikowano

 

Dziewczyny ja sobie zdaję sprawę, że dzisiejszy temat jest mocno sporny. Podobnie zresztą jak Cesarka VS Natura.

Bardzo długo nosiłam się z tym wpisem.

Chciałam napisać w 100% obiektywną ocenę. 

Myślę, że to odpowiedni moment 🙂


Nie planuję nikogo urazić…a przede wszystkim obu babć Karola, które nas podczytują 😉

Dla mnie jednak ZAWSZE w pojedynku babcia vs żłobek vs opiekunka – wygrywać będzie ŻŁOBEK!

 

Zapytacie dlaczego…? Przyczyn znajdzie się sporo, zresztą dość złożonych.

 

Zaczynając od początku…

Babcia! Instytucja najlepsza na świecie! Zawsze pod ręką. No dobra….w większości nagłych wypadków 😉

Nie zapominajmy jednak, że babcia ma też własne życie i własne obowiązki. Uważam, że swoje już zrobiła – dzieci odchowała. Teraz nadszedł czas na rozpieszczanie! Na nic innego, na pewno nie na wychowywanie wnuków. Stanowczo NIE!

Od wychowywania są tylko i wyłącznie rodzice. W późniejszych latach z pomocą szkoły. 

Dziadkowie są ostoją, dobra radą, ucieczką dziecka od dnia codziennego.

To u dziadków może robić „co chce” bo mama nie widzi, a dziadziuś będzie krył i nie naskarży mamie.

To u dziadków dostanie worek słodyczy i TV bez ograniczeń. Najlepszy obiad dwudaniowy i masę opowieści z dawnych lat.

Nigdy natomiast nie zaakceptuję podważania zdania rodziców przez dziadków.

Jeśli mama czy tata coś mówią – TAK MA BYĆ! Koniec i kropka. 

Nie istnieje w moim słowniku coś takiego jak „bo babcia, wie lepiej”. 

Może i wie, ale niech to wyjaśni mamie na osobności.

Autorytetu rodziców nie można podważać w żadnej sytuacji! To rodzice spędzają z dzieckiem 90% czasu i to z ich zdaniem ma się ono przede wszystkim liczyć – w fazie jak najdłuższej of course 😉

Nie raz mam o to spięcia z moją mamą, a czasem i z teściową.

Bo babcie z natury są przewrażliwione i słuchać rad też nie chcą 🙂

 

Jeśli chcemy oddelegować naszego szkraba do dziadków, takie spięcia są nieuniknione.

Różnica w pokoleniach i w podejściu do wychowywania.

Poza tym obecność dorosłych nigdy nie zastąpi dziecku rozwoju przy innych dzieciach oraz w odmiennym środowisku.

 

 

Z PEŁNYM SZACUNKIEM DO NASZYCH DZIADKÓW I MIŁOŚCIĄ skierowana w ich stronę….

Ja zwyczajnie tak uważam. Z opinią w temacie też nigdy się nie kryłam.

Nie jestem chyba „prostą w konstrukcji” synową czy córką 😉

 

 

 

Opiekunka! 

Podchodzę do tematu bardzo nie ufnie. Musiałabym chyba zamontować w mieszkaniu kamery. Poważnie.

Wychowanie przez rodziców i ten rok nauczyły mnie braku ufności do ludzi.

Dawniej miałam go za dużo. Obecnie jest na granicy minimum.

Nawet najbardziej sprawdzona osoba, nie da mi całkowitej pewności co się dzieje z moim synem i z mieszkaniem pod naszą nieobecność. 

Czy wszystko ok, czy nic mi nie zginęło. Typowe zachowanie jedynaczki – nie lubię jak mi się rzeczy przestawia 🙂

Znajomej czy przyjaciółki nigdy w życiu bym nie zatrudniła. Tam gdzie wchodzi w grę „kasa”, znajomi tracą na wartości. Zmienia się nasze podejście. 

Pieniądze + rodzina + znajomi = nigdy nie idą w parze!

 

Z drugiej jednak strony fajnie byłoby wrócić do domu…wysprzątanego, z gotowym obiadem i dzieckiem witającym nas w drzwiach z uśmiechem. Fajnie byłoby też wyjść z domu bez ciśnienia…..ogarnąć siebie, dziecko i jeszcze szybkie śniadanie + dojazd ok 30 min.

Przyjemności te nie niwelują jednak minusów..

Poza tym istotne dla dziecka jest otoczenie innych dzieciaków…patrz pkt wyżej

Podobnie jak zmiana otoczenia, placu zabaw, dodatkowych zajęć.

 

Reasumując, nie jestem przekonana.

 

 

ŻŁOBEK!! Moim wybawieniem 🙂

Poważnie Wam mówię! Na lepsze rozwiązanie nie mogłam TRAFIĆ.

Wiedzieliśmy z tatą Karola, że dzień ten jest nieuniknionym 

Miał do nas zapukać w okolicy maja – jak Karol skończy rok.

Decyzja zapadła jednak w sierpniu. Sporo dyskusji, troszkę nerwów z mojej strony – Rafał nie jest łatwym przeciwnikiem, jeśli moje argumenty nie są dla Niego wystarczające. 

Muszą być sensowne i celne. Nie ma zmiłuj.

 

Ja od samego początku wiedziałam, co jest dla mnie ważne i jakie warunki muszą być spełnione.

W tym wszystkim, naszym szczęściem jest zaufane miejsce i zaufana właścicielka – znajoma Rafała.

Kilka rozmów z Iwonką, kilka rozmów z Rafałem – ok 2 tyg z doskoku na kilka godzin żłobkowania. Jeszcze wspólnego. Karol poznawał nowy teren…zerkał ciągle zza drzwi czy mama aby na pewno jest. Czy nogi nie dała, a jego nie zostawiła na pastwę obcych kobiet. Ale mama była i czuwała 🙂

Teren poznany, migiem zaakceptowany. Decyzyjna podjęta.

Karol jak na duszę towarzystwa przystało, temat przyjął z niewymuszoną radością!

 

Czytając opinie innych mama nie raz byłam w szoku. Płacz – obu stron! Krzyki! Dzikie awantury!!? Ale, że o co chodzi??

My nie odczuliśmy jakoś szczególnie rozłąki. Ja wiedziałam, ze te 4 godz początkowo krzywdy mu nie zrobią, a mogą tylko pomoc w usamodzielnieniu się.

Stresik delikatny był…ale tylko delikatny.

 

Okazało się, że junior mojej nieobecności nawet nie odczuł. 

Nowe zabawki, mnóstwo dzieci – syn mój w raju! Bez dwóch zdań! 

Płaczu zero. Do tej pory zostaje bez zająknięcia. 

 

Jak wspominałam, jest wybitnie towarzyski, uwielbia otoczenie dzieci. Nie bije, nie krzyczy, nie popycha…jest bardzo delikatny – ale stanowczo stawia na swoim. 

Na szczęście nie mamy problemów z przemocą w jego wypadku.

Źle czy dobrze? Czasem się wkurzam, bo jak go ktoś leje powinien oddać. Nie dać sie. 

A on by muchy nie skrzywdził…mnie i tate lubi tylko do krwi ugryźć . Dla zabawy of course, taką rozrywkę sobie drań mały znalazł. Żeby jeszcze obcych gryzł 🙂

 

Czy mój zachwyt po 5 miesięcznej praktyce nadal jest taki sam?

 

Tak, chyba nawet nieco większy. 

Młody jada jak za dwie sztuki, dodatkowo podbiera dzieciom i opiekunką jedzenie.

Na syna niejadka nie mogę narzekać 🙂 

Panie juz kuchnie barykadują w czasie posiłków, bo Karol innym z talerza podwędza posiłki 😉

A, że gotowane na miejscu…pełnowartościowe i zdrowe. Dla nas tylko na plus.

Czas ma zapełniony całkowicie. Ostatnio nawet nie chce wychodzić jak mama po niego przyjdzie.

To grono starszaków z krytymi samochodami, to pan grający na keybordzie. Zawsze coś się dzieje, a młody czuje sie jak ryba w wodzie.

Ostatnio głowę mu zaprząta nowa narzeczona 🙂

Dziubaski i przytulanki na dowiedzenia muszą być! Nie wierzyłam, do póki sama nie zobaczyłam.

 

Ulubiona pani opiekunka też jest. Karol zrobił się nawet w ostatnim czasie pieszczochem 😉

Otoczenie pozytywnie na niego wpływa.

 

Czy gdyby nie Iwona, Karol byłby dzieckiem żłobkowym?

Szerze…nie wiem. Byłoby mi dużo ciężej podjęć decyzję.

Wiem, ze w BajaPatataja nic mu nie grozi. Wiem.

Czy u kogoś obcego byłabym taka spokojna – nie wiem.

Szukałabym chyba idealnego lokum do upadłego.

W momencie jak nasze dziecko jeszcze nie mówi, nie może powiedzieć co sie działo pod naszą nieobecność – ZAUFANIE to podstawa.

 

Dla mnie jedną z najlepszych rekomendacji, były opinie innych mam.

Dzieciaki oddają parami do tego miejsca. Oddały jedno, żłobek się sprawdził oddały i kolejne.

Wiedziały juz na co się piszą.

 

 

Reasumując

Plusy:

– zmiana otoczenia i lepszy rozwój naszego malucha

– liczne zabawy i zajęcia dodatkowe

– chwila rozłąki, sprzyjająca życiu rodzinnemu

– dziecko szybciej uczy się współżycia w grupie, dzielenia się i czkania na swoją kolej – zwłaszcza w przypadku jedynaków!

– uczy się samodzielności, podpatruje jak korzystać z nocnika, posługiwania się sztućcami i informowania o swoich potrzebach

– „żłobkowe dzieci” poznaje się od razu, znacznie szybciej nawiązują kontakty

 

Minusy:

– cena, często gęsto nie jest najniższa. Dziecka małego w życiu nie oddałabym do żłobka państwowego chyba gorzej niż w wojsku i grupy ok 30 osobowe.

Przedszkolaka, który jest już wygadany prawdopodobnie poślemy już do placówki państwowej 😉

– lokalizacja, nasza niestety nie jest „po drodze”

– dziecko może czuć się „opuszczone i niechciane” pokazując to atakami furii (byłam świadkiem, szok!!)

– w grupie dzieci dużo łatwiej przenoszą się infekcje i choroby

– dziecko w skrajnych przypadkach od rówieśników może przejmować złe wzorce

 

W naszym przypadku głównym i jedynym minusem są częste choroby. Karol „uczy się odporności”.

Wbrew pozorom nie nasz początek z infekcjami nie miał miejsca właśnie w żłobku, a w domu.

Jelitówką ja zaraziłam juniora a grypą (?) tata. Do tego doszła obniżona odporność, spowodowana wychodzącymi w ciągu 1 miesiąca trójkami i czwórkami – na raz(!!!!)

Nasza lekarka była w delikatnym szoku, że junior przyszedł po antybiotyk dopiero w połowie listopada 🙂

Za to obecnie trzyma nas bez litości. Mam nadzieję, że do konca tygodnia już młodemu przejdą wszystkie bóle.

 

Podobno choroby choć nie przyjemne, ćwiczą układ odpornościowy, który walcząc z mikrobami, wytwarza przeciwciała. Zdaniem doświadczonych pediatrów, 8 infekcji w pierwszym roku pobytu dziecka w żłobku, kiedy maluch styka się w z wieloma zarazkami po raz pierwszy, to norma. 

Z czasem będzie już rzadziej chorować i znacznie lepiej znosić infekcję.

Są też choroby (jak różyczka, odra, ospa), które organizm lepiej toleruje w młodości – wiem po sobie.

Ospa i odra w wieku 21 lat nie są łatwe do przejścia.

 

 

„Zdaniem psychologów rozwojowych, postęp motoryczny i poznawczy zachodzący na tym etapie przyczynia się do wzmożonej socjalizacji, nauki umiejętności społecznych – dzieci mogą się zatem uczyć od siebie pewnych zachowań”

żródło: dzieci.pl

 

 

 

Pamiętajcie kochani! Wybierając którąkolwiek z opcji należy dziecko wcześniej z tym faktem oswoić!

Dziecko musimy przygotować do owego miejsca, musimy też przygotować siebie.

Wiele nie przewidzianych sytuacji nas czeka. Rozdrażnienie, nerwy, nadpobudliwość.

Wszystko to kształtuje charakter naszych pociech, a z naszą pomocą każdy problem jest do rozwiązania!

Dziecko jest naszym skarbem o który musimy dbać najmocniej na świecie! Jest też odrębną jednostką społeczną , którą musimy dobrze przygotować do życia w obecnych TRUDNYCH czasach!

 

 

 

Jakie jest Wasze zdanie w temacie?

ŻŁOBEK? BABCIA? A może OPIEKUNKA?

 

Prywatna instytucja czy państwowa?

 

Chętnie poczytam opinie! Na temat państwowych jak na razie słyszałam tylko negatywne wrażenia, niestety…

 

Zdjęcia wykonane jeszcze „starymi” ustawieniami w miejscu BAJAPATATAJA w Kielcach

 

  • Udostępnij